Przepis na… aktywne ojcostwo

Przepis na… aktywne ojcostwo

O aktywnym ojcostwie, szczerze i bez lukru… Rozmowa dwóch ojców. Bartłomiej Gutowski to od szesnastu lat mąż Basi, wspólnie wychowują sześciu synów. Bartek z wykształcenia jest inżynierem, ale obecnie odkrywa swoje nowe powołanie; pomaga bezdomnym. Dominik Chwolik to z kolei od dziewięciu lat mąż Ani. Oboje mają dwie córki i dwóch synów. Dominik skończył studia doktoranckie
z literaturoznawstwa, pracuje jako nauczyciel, angażuje się mocno w dzieło nowej ewangelizacji.

D: Tematem naszej rozmowy jest aktywne ojcostwo. Na początku chciałbym zapytać, co to dla Ciebie na co dzień znaczy bycie ojcem?

B: Po pierwsze to, że dzieci dla mnie, jako ojca są darem. Kiedyś uświadomiłem sobie, że dziecko jest darem dla mnie, ale nie jako jego posiadacza. Dziecko jest dla mnie „elementem” mojej drogi do zbawienia, do Pana Boga. Dziecko, które otrzymuję od Pana Boga jest też moim sposobem na uświęcenie, pomocą w ciągłym nawracaniu się. To szansa. Za tym idzie ogromna odpowiedzialność. Na ile ten dar wykorzystuję? Na ile
z niego czerpię? Jako rodzice stajemy przed takim niebezpieczeństwem, żeby traktować dzieci jako swoją własność. A dziecko jest darem.
W codziennym życiu jest ciężko o tym pamiętać, to się łatwo zamazuje.

Poruszasz bardzo ważną kwestię. Ja też myślę podobnie o odpowiedzialności
w kontekście daru i łaski bycia ojcem. Sądzę, że Pan Bóg nam zaufał, powierzając to wielkie zadanie. Wie, że temu sprostamy; wie, że nie będzie nam łatwo, ale On chce nam w tej misji pomagać. Tak sobie myślę słuchając Ciebie, że to jest wielkie wyróżnienie. Czasami jak coś zawalę w życiu rodzinnym, to mam taką świadomość, iż moje dzieci na mnie patrzą. Albo będę dla nich autorytetem albo nie. One widzą czy się angażuję, czy uciekam od życia rodzinnego. Dlatego ta odpowiedzialność jest tutaj kluczowa.

Tak, bierzemy udział w niesamowicie ważnym przedsięwzięciu, kształtowaniu ludzi, którzy mogą wpłynąć na losy świata. My nie wiemy, kim będą nasze dzieci. Mam  świadomość, że każdy nasz ruch i słowo to jest zaczyn. Pan Bóg, Wszechmogący Ojciec, nam zaufał i powierzył w nasze ręce te dzieci. To też buduje moją wartość, przekonuje, iż nie robię byle czego, a coś wielkiego.

Powiedz, jak to jest być ojcem sześciu chłopców?

Mam taką łaskę, cokolwiek w moim życiu się dzieje, przyjmuję to z ufnością, z radością, że tak ma być. Kiedy pojawiali się na świecie nasi kolejni synowie, naturalnie jako ojciec musiałem myśleć o zapewnieniu rodzinie utrzymania. Były momenty, gdzie trzeba było podejmować trudne decyzje, np. o zmianie pracy. Zawsze istnieje tu pewne ryzyko. Fakt, iż mamy szóstkę dzieci nie jest jakąś matematyczną kalkulacją. Mogę spokojnie powiedzieć, że to owoc współpracy z Panem Bogiem. Cały ten trud wychowania, odbywa się w takim poczuciu bezpieczeństwa, współdziałania z Bogiem. Otrzymujemy dar dziecka i to dla nas oczywiste, nie stanowi problemu, nie zastanawiamy się,
iż mogłoby być inaczej.

Widzę, że wiele mamy ze sobą wspólnego. Kiedy Cię słucham i myślę o swoich dzieciach, przypominają mi się słowa Psalmu 128:
Małżonka twoja jak płodny szczep winny
we wnętrzu twojego domu.
Synowie twoi jak sadzonki oliwki
dokoła twojego stołu.

Na początku zachęcają mnie one do bycia wdzięcznym za dar płodności, dar rodzicielstwa. Byłem przy narodzinach każdego mojego dziecka i pamiętam wzruszenie, które mi towarzyszyło. Z perspektywy czasu to dla mnie fantastyczne, iż mogę je obserwować, jak się zmieniają, czym się interesują. Każde z nich kocham tą samą miłością, a jednak inaczej.
Z każdym mam inne wspólne sprawy, tematy. Daje mi to wielką radość. Czasami zastanawiamy się jako małżonkowie, jak żyliśmy, kiedy nie mieliśmy dzieci. Jasne, może był spokój i cisza, ale przecież nie w tym rzecz. Dzisiaj nie wyobrażam sobie naszej rodziny bez dzieci.

Dokładnie tak jest. Odnośnie tego, co powiedziałeś, że kochasz swoje dzieci tą samą miłością, ale każdego inaczej, to przychodzi mi na myśl, że ta relacja odzwierciedla stosunek Pana Boga do nas. Ja się w tym bardzo odnajduję i uczę się tego, np. w trudnych sytuacjach. Jaka jest postawa rodzica wobec dziecka, które jest nieposłuszne? Co Pan Bóg robi względem mnie? Świadomość ta pomaga mi „wyhamować” i szybko przebaczyć. Kiedyś myślałem, że chłopców muszę wychowywać tak po wojskowemu, w dyscyplinie, bo potem, kiedy będą mieć po 15 lat, będę miał z nimi problemy. To był błąd. W tym całym pilnowaniu zasad, w tym reżimie, umykała mi postawa miłosierdzia
i przebaczenia. Pan Bóg daje nam gotowy wzorzec bycia ojcem.

Mnie często wiele „kosztuje”, by dać dzieciom dobry obraz Boga jako Ojca. Nieraz przegrywam i śmieję się, że w telewizji mógłbym prowadzić program „Porażki Rodzicielskie”.

Mając świadomość swoich niedoskonałości staram się modlić: „Panie Boże daj mi siły, abym był Twoim obrazem”.

Powiedz jeszcze jak aktywne ojcostwo zmienia się z wiekiem dzieci? Ja mam jeszcze w sumie małe dzieci, a Twoi synowie są w wieku od 2 do 15 lat. Jak to się zmienia?

Każde z dzieci ma swoją indywidualność i sposób tworzenia relacji jest inny. Ktoś może pomyśleć, że pierwsze dziecko jest najbardziej wychuchane, a szóste najbardziej zaniedbane, ale tego szóstego kocham tak samo jak pierwszego. Walczę, aby mój czas był podzielony proporcjonalnie. Potrzebuje mnie zarówno piętnastolatek, jak i dwulatek, tylko w inny sposób. W rodzinach wielodzietnych istnieje takie niebezpieczeństwo uogólnienia, że wiele rzeczy robi się razem. To buduje. Razem jemy posiłki i widzę tego niesamowite bogactwo. Stół łączy nas też przy grach, nauce. Trzeba jednak pamiętać
o indywidualnych potrzebach każdego dziecka, wydzielić czas każdemu. To jest trudne, ale ważne. Aktywne ojcostwo polega na tym, że jesteśmy wszyscy razem, ale i dla każdego z osobna znajduję czas. Tu trzeba wykazać się dużą wrażliwością. Towarzyszenie, wzrastanie z dziećmi jest piękną przygodą.

Zauważam też, że ten czas bycia sam na sam z dzieckiem (oprócz tego, gdzie jesteśmy wszyscy razem) pomaga nam dobrze poznać jego potrzeby. Lepiej później rozumiem pewne sytuacje, jestem w stanie łagodzić rodzące się napięcia. Staram się wykorzystywać szansę na rozmowy, także te trudne, gdy pojawi się np. kłamstwo. To daje mi duże pole do działania.

Mi się wtedy zapala taki neon z napisem „szansa”, bo to nie jest sytuacja komfortowa, ale liczy się moje nastawienie. To, co jest trudne – może być szansą. Wielką pomocą w tym „towarzyszeniu” naszym dzieciom jest postawa mądrej, odpowiedzialnej miłości; zawierająca się w słowach ”KOCHAM i WYMAGAM”.

Jak aktywnie spędzasz czas z dziećmi?

Moja aktywność polega na tym, że jestem obecny w życiu moich dzieci. Oczywiście
z rozsądkiem, by nie zatracić innych ważnych relacji. Staram się wykorzystywać wszystkie możliwe momenty, aby budować więź z dziećmi: na boisku, przy stole podczas „przygody planszówkowej”, ale także w czasie zawożenia dzieci do przedszkola i szkoły. No i oczywiście przy wspólnej pracy – choć często są to niełatwe momenty.

Właśnie, te inne relacje… po Panu Bogu, żona, a nie dzieci, powinna być na pierwszym miejscu.

Takie przewartościowanie, kiedy dzieci stają się ważniejsze niż współmałżonek jest przyczyną wielu nieszczęśliwych sytuacji. Tak samo, kiedy zaangażuję się tylko
w zapewnienie bytu materialnego mojej rodzinie, kosztem czasu, który powinienem jej poświęcić, to może się okazać w dłuższej perspektywie, że coś nam umknęło, że te nasze relacje są słabe. Myślę, iż doskonałym wzorcem
w zachowaniu proporcji i równowagi jest Święta Rodzina.

Co konkretnie lubicie razem robić? U nas, na tak zwanej tapecie, są ostatnio szczególnie budowle z LEGO, planszówki, ale i wiele innych aktywności (chociażby fascynujemy się literaturą, historią, lubimy odkrywać świat, np. w lesie, w górach, budujemy indiańskie tipi itd.). Uczę się też tego, że dzieci nie zawsze mają ochotę na to samo co my dorośli, a często warto im sprawić przyjemność, angażując się w ich własne projekty (nie mam tu wcale na myśli zachcianek), gdyż pogłębiają się w ten sposób nasze więzi.

Dużo czasu spędzamy z chłopakami na aktywności fizycznej: gramy w piłkę,
w siatkówkę, w tenisa, w „ogrodowego hokeja”, jeździmy na rowerach, ale też strzelamy z łuku i ze względu na zainteresowania chłopaków podejmujemy „potyczki rycerskie”,
w których zazwyczaj przegrywam. Udało nam się zrobić kilka fajnych projektów, m.in. podczas wakacji zbudowaliśmy dwie  „tyrolki”, które dały frajdę nie tylko dzieciakom; przeprowadziliśmy rekonstrukcję jednej z bitew II wojny światowej, do której wykorzystaliśmy starą furmankę jako pojazd pancerny, dwukołówkę jako samobieżną haubicę, kilka innych elementów wyposażenia gospodarstwa rolnego, no i oczywiście mnóstwo snopków siana. Polecam także wszystkim rodzinom, aby znaleźć czas na gry planszowe. To w naszym rozkładzie jazdy bardzo ważna pozycja. Korzyści są nie do przecenienia. Poświęcam swój czas, żeby moich synów czegoś nauczyć. Staram się jednak nie tylko dawać, ale także uczyć ich postawy poświęcenia. Takiej zasady, że moje sprawy są twoimi sprawami. To buduje relację. Jeśli będę dzieciom tylko dawać, nie nauczę ich wtedy postawy ofiarności. Inaczej wychowamy pokolenie ludzi ukierunkowanych tylko na siebie.

Instagram