Samodzielność

Samodzielność

Do Marii Monessori podeszło dziecko i poprosiło „pomóż mi zrobić to samemu”. Genialne zdanie! „Chcę zrobić to sam, ale potrzebuję twojej pomocy, nie wyręczania”. Montessori wzięła to zdanie i stworzyła metodę, która umożliwia dzieciom samodzielność. Bo dzieci chcą być samodzielne!

Dla mnie to jest pierwsza wartość, którą można wziąć z pedagogiki Montessori i „bez różowej wieży” przenieść do swojego życia.

Chcemy wychowywać dzieci do wolności, ale jak one mają być wolne skoro nie są samodzielne?

„Nie można być wolnym, jeśli nie jest się samodzielnym. Zatem, aby dziecko zdobyło niezależność, jego aktywne oznaki wolności osobistej muszą być akceptowane od najwcześniejszego dzieciństwa” M. Montessori „Odkrycie dziecka”

„Od najwcześniejszego dzieciństwa”. Mam taką obserwację, że najbardziej samodzielne chcą być dwulatki, kto ma ten rozumie 😉 dziecko wchodzi wtedy w denerwujący okres „ja siam”.  A że „siam” oznacza dużo bałaganu i stratę cennego czasu np. rano przy wychodzeniu z domu, to często robimy wszystko, żeby  udowodnić dziecku, że „siam”, to ty nie umiesz. Za kilka lat do 5 latka powiemy „no bez przesady, ale jesteś już taki duży, że buty możesz założyć sam”. A to dziecko tyle lat słyszało, że nie potrafi i teraz nagle ma samo?

Pozwalanie na samodzielność to często przymykanie oczu na rozlaną wodę, niedokładnie pozamiataną podłogę, skarpetki założone na lewą stronę, ziemniaki obrane w sześcian itd. Weźcie jakąkolwiek czynność samoobsługową i zobaczcie ile tam jest etapów. Mycie zębów, mycie rąk, korzystanie z toalety. Policzcie etapy i zobaczcie na ile rzeczy trzeba uważać. O ilu rzeczach trzeba pamiętać, ile okazji do pomyłki. My to wykonujemy automatycznie. Dla dziecka każda samodzielna próba to ćwiczenie wielu, wielu umiejętności. Dziecko umyło ręce, ale nachlapało na podłogę i nas to denerwuje. A ono pamiętało o użyciu mydła, zakręceniu wody i wytarciu rąk. Ale widzimy wodę na podłodze.


To, co można przenieść z pedagogiki Montessori to instruktaż, gdzie nacisk kładziemy na pokazanie, a nie na mówienie. „Powiedz mi, a zapomnę, pokaż mi, a zapamiętam,  pozwól mi zrobić, a zrozumiem.”  Dziecko nie wie jak myć ręce (teraz to chwytliwy temat) Pokazujemy każdy etap bez niepotrzebnego komentarza. Chodzi o naśladowanie. Nie musimy tłumaczyć przy okazji wszystkich zasad higieny.  „Popatrz i spróbuj zrobić tak samo”. Wystarczy. Nie od razu się uda, ale ćwiczenie czyni mistrza.

Co wspiera samodzielność:

Przystosowanie przestrzeni do możliwości dziecka
w kuchni:

Mały dzbanuszek i kubek w zasięgu wzrostu dziecka, żeby samo mogło sobie nalać wody. Że rozleje? Pewnie! Ale niech w pobliżu będzie ściereczka, którą może samo wytrzeć.
Bezpieczny nóż, którym samo może sobie pokroić miękkie owoce ( kiedy dwulatek woła „ja siam” widząc jak największym nożem w kuchni kroję dynię, mogę mu zaproponować krojenie upieczonej jego nożykiem)
warto tak ustawić szafki, żeby dziecko samodzielnie mogło sobie wyjąć czy schować naczynia.

Pozwalanie na pomoc w kuchni i samodzielne gotowanie – można posłużyć się przepisami w formie ilustracji ( 6 latek z niewielkim wsparciem poradzi sobie z przygotowaniem prostych babeczek czy jajecznicy, a jaki będzie dumny!)

w łazience:

Haczyk na ręcznik, na poziomie wysokości dziecka
podstawka przy umywalce, żeby samodzielne mogło myć ręce, zęby (wiadomo, że młodszym dzieciom poprawiamy, bo same nie są w stanie dokładnie wyszczotkować zębów, tu bardziej chodzi o nawyk)

w pokoju:
Mała zmiotka, szufelka i kosz na śmieci, żeby samo mogło posprzątać po wycinaniu, albo kiedy coś się wysypie
ubranka w takich szafkach, żeby samo potrafiło je wyjąć (dobrze sprawdzają się wieszaki albo koszyki ze obrazkami, żeby było wiadomo gdzie są koszulki, a gdzie spodnki)

Kupowanie ubrań (przynajmniej na początku), które są łatwe do samodzielnego ubierania
i zdejmowania. Luźna koszulka i spodnie na gumkę lepiej się sprawdzą niż koszula na guziki czy dopasowane dżinsy.

Pomaga świadomość, że to inwestycja na przyszłość – ten moment, kiedy dzieci robią śniadanie, czy przychodzą ubrane i wołają „niespodzianka!” jest bezcenny.  Dostosowując przestrzeń do możliwości dziecka oszczędzamy sobie „mamo! A podaj mi…” bo dziecko da radę samo.

Instagram